
Piastów do Warszawy?
Już ponad miesiąc trwają dyskusje na temat ustawy o ustroju miasta stołecznego Warszawy. Jakie zdanie w tej sprawie mają sami piastowianie?
Pod koniec stycznia 2017 r. posłowie PiS złożyli projekt ustawy, mającej zmienić kształt metropolii warszawskiej.
O sprawie szybko zrobiło się bardzo głośno. Z mediów napływały liczne głosy zdziwionych, czasem nawet oburzonych włodarzy poszczególnych 33 gmin, które według projektu miałyby znaleźć się w obrębie jednej, gigantycznej jednostki samorządu terytorialnego. Oprócz Piastowa, do granic stolicy zostałyby włączone między innymi takie miejscowości, jak: Góra Kalwaria, Halinów, Józefów, Karczew, Kobyłka, Marki, Otwock, Pruszków, Wiązowna, Wieliszew, a nawet Grodzisk Mazowiecki.
Znamy już wypowiedzi polityków opozycji, w przeważającej mierze interpretujących projekt jako atak na samorząd (według wiceszefa klubu PO, Sławomira Neumanna, poszerzone terytorium Warszawy miałoby zwiększyć szansę PiS w wyborach samorządowych). A co o tej sprawie myślą piastowianie? Za pośrednictwem Facebooka przeprowadziliśmy sondę, badającą nastroje panujące wśród mieszkańców.
Zdecydowana większość respondentów wykazała głęboką niechęć wobec projektu ustawy. Zwracano uwagę na megalomanię rządzących, na absurd PiS-owskiego pomysłu lub na ignorancję wobec zjawiska lokalnego patriotyzmu. Nie zabrakło jednak opinii przeciwnych. Poniżej prezentujemy kilka wybranych wypowiedzi, jakie napływały do nas w ostatnich dniach.
Tożsamość na sprzedaż
Urodziłem się w Warszawie, lecz tylko z tego powodu, że Piastów, nigdy nie miał szpitala. Żyję tutaj już od ponad 40-stu lat i nie przypominam sobie momentu, w którym jakakolwiek warszawska afera spowodowała we mnie równie niepohamowaną złość. Wbrew powszechnym opiniom, Piastów jest odrębnym od stolicy miejscem, posiadającym własny klimat i własną – trudno dostrzegalną dla kogoś z zewnątrz – tożsamość. Od zawsze wiadomo, że Warszawa będzie się rozrastać. O nieuchronności tego procesu, dowodzi choćby sąsiedni Ursus, który dopiero od czterdziestu lat przynależy do Warszawy – dotąd rozwijał się jako niezależne miasto, w końcu został przez nią wchłonięty. Czy to samo grozi Piastowowi? Myślę, że tak. Ale widziałbym to raczej jako długoletni proces urbanizacyjnego postępu, a nie – brutalne, ustawowe przypisanie. Przykład Ursusa pokazuje również, że nawet „naturalny” proces rozbudowy metropolii nie idzie w parze z homogenizacją lokalnej mentalności. Ludzie w Ursusie są inni, niż na Mokotowie czy Ochocie, wielu z nich pamięta jeszcze czasy, kiedy, mijając Włochy, udawało się do „Ursusa”, a nie do kolejnej warszawskiej dzielnicy.
Do czego potrzebna nam ta wielka Warszawa? Do tego, byśmy wszyscy byli dumni, że zamieszkujemy największe miasto w Polsce? Nie rozumiem istoty takiej dumy. To zresztą nie jest nawet duma, ale jej imitacja – taki wabik na naiwnych, założony przez rządzących. To właśnie oni mają na tej ustawie najwięcej do ugrania.p. Piotr
Skąd ten hałas?
Śledzę od samego początku sprawę ustawy i nie mogę przestać się dziwić. Skąd bierze się ta cała fala hejtu? Śmiem twierdzić, że wynika to z faktu, że nikt z tych wszystkich „świętych oburzonych” nie zadał sobie trudu, aby ów projekt spróbować zrozumieć. Ustawa proponuje przecież jedynie rozszerzenie zakresu administracji. Nie sprawi, że mieszkaniec – tak często obśmiewanej – Kobyłki nagle stanie się Warszawiakiem. Tutaj chodzi raczej o usprawnienie wszystkich procesów, związanych z rozwojem metropolii, w której, chcąc czy nie chcąc, wszyscy żyjemy. Czy żadnego z Piastowiaków nigdy nie wkurzało, że za dojazd do pracy w Warszawie płaci on niemal dwa razy więcej, niż mieszkaniec Ursusa? Otóż nowa ustawa usunęłaby tę dysproporcję. A to tylko jedno z wielu, proponowanych przez projekt, ułatwień.
p. Anna
Nieuchronność
Nie uciekniemy od tego w dłuższej perspektywie. Ale nie ustawą i nie tylko po to, żeby pan Sasin cieszył się fotelem prezydenta już nie Warszawy, a w zasadzie hiper-Warszawy.
p. Arkadiusz
Wszystkim, którzy aktywnie zareagowali na nasze zaproszenie do polemiki, serdecznie dziękujemy! Jednocześnie zachęcamy do dalszego komentowania opisywanych przez nas wydarzeń.
Artur Andruszaniec
Udostępnij