
Czy w święta da się nie przytyć?
W czasie kolacji wigilijnej skosztujemy zapewne dwunastu potraw. Kolejnego dnia od rana stół znów będzie zastawiony. I następnego tak samo.
Trudno odmówić sobie smakołyków, na które często czekało się cały rok. Zresztą podczas świąt nie o to chodzi, dlatego uniwersalnym wyjściem jest kosztowanie wszystkiego, ale w niewielkich ilościach.
Co zrobić, żeby te święta nie były aż tak obciążające dla naszego organizmu i choć w tym roku nie czuć się jak śnieżny bałwanek, który co najwyżej może przeturlać się z miejsca na miejsce? Niezmiennie od lat, nim zasiądziemy do wieczerzy wigilijnej, podświadomie pojawiają się te pytania. Odpowiedź brzmi – możemy, choć nie jest to łatwe. Jednego dnia pochłaniamy bowiem trzy razy więcej kalorii niż przeciętnie. Uniwersalnym wyjściem jest kosztowanie wszystkiego, ale w niewielkich ilościach. Kapusta z grzybami? Wystarczy jedna łyżka. Bigos? Taka sama porcja. Pierogi? Weźmy jeden lub dwa. Wydaje się, że to mało? Po dwunastu potrawach zmienimy zdanie. Czy to wystarczy? Niestety nie. Podajemy więc jeszcze kilka pomysłów gwarantujących sukces.
Przygotowania
Nasza tradycyjna kuchnia polska nie zalicza się do lekkostrawnych, na stole jest raczej tłusto. I chociaż zapewne naszą babcię ciężko przekonać do zmian, warto próbować i wcale nie chodzi o przechodzenie na weganizm. Obniżenie cholesterolu i lżejsze uczucie na żołądku czy wątrobie, to mały świąteczny prezent dla całej rodziny. Jak to zrobić? Przykładowo mąkę możemy chociaż w połowie, jeśli nie chcemy od razu szaleć z całością, zamienić na razową lub orkiszową (członkom rodziny, którzy nie tolerują glutenu – a takich przybywa – sprawmy mąkę kukurydzianą lub sojową). Alternatywą dla dużej ilości masła w ciastach wcale nie musi być od razu siemię lniane, wystarczy dolać trochę więcej mleka lub wody. Wysokoprocentowe śmietany zamieńmy na jogurty naturalne, i o ile to możliwe, spróbujmy uczynić to również z majonezem, którego jeśli już musimy, używajmy jak najmniej. Jeśli sami przygotowujemy świąteczne ucztowanie, podczas gotowania uwzględnijmy zioła wspomagające trawienie. Są to m.in. imbir, gałka muszkatołowa, rozmaryn, majeranek, koperek, kminek, cynamon. Miejmy w pogotowiu do zaparzenia miętę pieprzową, rumianek albo dziurawiec, gdyby ktoś z rodziny nabawił się niestrawności. Do ryb nie żałujmy sobie chrzanu – ułatwia trawienie.
Nie głoduj przed ucztą
Warto pamiętać, że na świąteczne ucztowanie trzeba się przygotować. Jeśli siądziemy do stołu głodni, zjemy dwa razy więcej. Wigilia rano. Budzimy się, pijemy kawę i rezygnujemy ze śniadania, myśląc sobie: „Jeszcze się dziś przecież najem”. Zamiast obiadu łapiemy tylko jakąś przekąskę, czekając z burczącym brzuchem na świąteczną kolację. Wreszcie! Wieczerza Wigilijna! Siadamy do stołu i wręcz rzucamy się na wszystko. Zjemy za dużo i wystawimy swój przewód pokarmowy na ciężką próbę uporania się z jednym ogromnym posiłkiem zjedzonym wieczorem. Kalorie odłożą się w postaci tłuszczu, mogą pojawić się wzdęcia i bóle brzucha. O wiele lepszym pomysłem jest zjedzenie pożywnego, zdrowego, sycącego, lekkiego śniadania z dużą ilością błonnika i wcale nie świątecznego. Idealna będzie owsianka albo chuda jajecznica z jednego jajka. Jeśli zdecydujemy się na obiad to także nieduży i lekki. Jeśli nie chcemy jeść obiadu, pół godziny przed kolacją wigilijną schrupmy marchewkę albo jabłko. Dzięki temu zjemy mniej, a organizm odpowiednio spożytkuje dostarczane mu przez cały dzień składniki odżywcze. To pozwoli spokojnie usiąść do stołu i wybrać potrawy, na które naprawdę mamy ochotę.
Wybieraj smakołyki, odrzuć dodatki, ciastem się podziel
Nie musimy jeść wszystkich dwunastu potraw wigilijnych. Święta Bożego Narodzenia to okazja do spróbowania dań, których nie jemy na co dzień. Tylko takie specjalne smakołyki niech trafią na talerz. Delektujmy się nimi! Doceńmy smak, celebrujmy moment jedzenia. Wszak to świąteczne wieczerzanie, a nie posiłek w barze szybkiej obsługi. Z takim podejściem nie zapchamy się, tylko sensownie posmakujemy wyjątkowych potraw.
Zacznijmy świąteczne ucztowanie od białka – oczywista wydaje się w tym przypadku ryba, ale koniecznie uzupełniona warzywami. Zawierają błonnik i szybko dają uczucie sytości. Po takim wstępie są większe szanse, że zadowolimy się małym deserem. Na koniec posiłku wypijmy zieloną herbatę. Ułatwi trawienie i przyspieszy metabolizm oraz pomoże pozbyć się toksyn z organizmu. Kochamy pasztet upieczony przez babcię? Jedzmy go na zdrowie, ale bez pieczywa. Ślinka nam cieknie na myśl o karpiu smażonym? W porządku, ale nie nakładajmy do niego ziemniaków, tylko sałatkę albo warzywa i tarty chrzan. Nadal smacznie zjadamy, to co chcemy, ale nie dokładamy sobie zbędnych kalorii i nie podwyższamy poziomu insuliny we krwi (w skrócie to oznacza, że organizm nie zmagazynuje kalorii w formie tkanki tłuszczowej). Jeśli mamy do wyboru sosy, unikajmy tych na bazie masła i śmietany, sięgnijmy po oliwę z ziołami i octem balsamicznym albo sosy na bazie jogurtu naturalnego. Pijmy wodę, a nie dosładzane soki. Ciastem się podzielmy. To sprytna zasada – nie musimy zupełnie rezygnować ze słodyczy, bo wiadomo, że tego w święta nie zrobimy. Ustalmy z kimś bliskim siedzącym obok nas przy stole – siostrą, mężem, dziadkiem – że ciasta jemy na pół. Nie będzie nam żal, że coś nas omija, a będziemy mieć większą motywację do ograniczenia porcji do połowy
Pamiętaj o aktywności
Poza wspólnym przeżywaniem wielkiej radości z narodzenia Pana, święta opierają się głównie na rodzinnych spotkaniach, czasami także z dawno niewidzianymi członkami rodziny, uroczystych posiłkach, możemy jednak odejść nieco od zakorzenionego schematu. Nie chodzi o to, by po wigilijnej uczcie sięgać od razu po matę albo wskakiwać na rowerek stacjonarny. Lepiej zgłośmy się do gospodarza uroczystego spotkania jako pomocnik w kuchni – nakładajmy i nośmy potrawy, sprzątajmy ze stołu. Zabierzmy ze sobą aparat fotograficzny i mianujmy się świątecznym reporterem. To wymusi na nas trochę ruchu. Nie zapominajmy o tradycji rodzinnego kolędowania. Wszak podczas śpiewu spalamy kalorie. Zaś po skończonym posiłku, dobrym pomysłem byłby dłuższy spacer (godzinka, może dwie) we wspólnym gronie. Wprawdzie w tym roku śnieg nas nie zasypał i nie możemy podziwiać białego krajobrazu, ale za to jest stosunkowo ciepło. Wykorzystajmy zatem pogodową szansę i przejdźmy się, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Wieczorową porą przy blasku oświetlonych świątecznie ulic, klimat będzie bez dwóch zdań anielski.
Czy czcigodny czytelnik zechce zastosować się do tych kilku prostych rad i wówczas nie uda mu się przytyć w święta? Czy też odrzuci je, a za rok ponownie będzie zadawać owo tytułowe pytanie? Czytelnikowi pozostawiamy alternatywę i decyzję jak zadbać o siebie i bliskich w ten magiczny czas. Czas Bożego Narodzenia.
dr n. med. Mateusz Kuczabski
Udostępnij