
Czy to już koniec Piastovii?
Piastów, z niespełna 6 km2 powierzchni i 22 tys. mieszkańców od 2018 roku może pochwalić się posiadaniem pierwszoligowej kobiecej drużyny piłki nożnej – PKS Piastovia-ZAP Piastów. Mimo tak spektakularnego sukcesu i świetnych wyników w kolejnych sezonach, zespół ten wkrótce może zostać jednak rozwiązany. Dlaczego? Z powodów finansowych. To wielki cios dla naszych utalentowanych piłkarek, oddanych kibiców zespołu, jak i całego miasta. Czas na zebranie potrzebnych środków na kolejny sezon mija już w czerwcu. Zarząd klubu wciąż nie składa jednak broni. O historii walecznej Piastovii i o jej obecnej sytuacji opowiedział członkom naszej redakcji, Zbigniewowi Staneckiemu i Agacie Ziąbskiej, współzałożyciel, aktywny działacz i obecny wiceprezes klubu kobiecej piłki nożnej PKS Piastovia-ZAP Piastów, Włodzimierz Golfert. Rodowity piastowianin. Absolwent Szkoły Podstawowej nr 3 i piastowskiego Liceum im. Adama Mickiewicza. Przez 20 lat związany z MKS Piast. Wieloletni działacz Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej (MZPN), obecnie na stanowisku wiceprezesa sekcji kobiecej piłki nożnej. W 2011 roku uhonorowany przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego Brązowym Krzyżem Zasługi za 25-lecie działalności w sporcie.
fot. Anna Bartnicka (Grupa Creative)
AZ: Skąd wziął się pomysł na kobiecą drużynę piłki nożnej w Piastowie?
W 2010 roku na boisku Piasta zorganizowane zostały mecze kobiet w ramach VIII Akademickich Mistrzostw Europy w piłce nożnej kobiet i mężczyzn. Część imprezy, która rozgrywana była w Piastowie, odbyła się pod patronatem burmistrza Brzezińskiego. Wygrała polska drużyna AZS AWF Wrocław. W imprezie brała udział jeszcze druga drużyna z Polski – AZS UW Warszawa. Oprócz tego grały zespoły z Portugalii, Rosji, Szwajcarii, Francji i Niemiec. Burmistrz powierzył mi wtedy funkcję koordynatora tego wydarzenia. Na zakończenie imprezy pojechaliśmy do Dziekanki – siedziby AZSu w Warszawie. Podczas nieoficjalnej już części, burmistrz rzucił hasło powołania kobiecej drużyny piłkarskiej w Piastowie. Sprawa ta skierowana została do mnie. Zadeklarowałem, że postaram się zorganizować taki zespół. Wtedy była dobra sytuacja na rynku zawodniczek – rozpadły się zespoły: SEMPa Ursynów, Pogoni Grodzisk Mazowiecki i Znicza Pruszków. Niestety zespoły kobiece, które były powoływane przy drużynach męskich, zawsze były traktowane po macoszemu. Pieniądze szły na stypendia dla mężczyzn, a kobiety grały swoją piłkę za darmo. Dlatego też wiele takich zespołów nie przetrwało. Piastowską drużynę zakładaliśmy we trójkę. Pierwszą dziewczyną, która bardzo mi pomogła była Justyna Piskorz, która była z Pruszkowa. Dołożyła też swoje pieniądze. Drugą – Sylwia Świderek. Później obie stały się zawodniczkami Piastowa. To był rok 2010. Zorganizowaliśmy kobiecy zespół piłkarski. Wtedy to nie była jeszcze Piastovia tylko Piast. W grupie Piasta trenerem został Marek Szczęk. Pierwszy sparing przegraliśmy 1-2 z AZS UW Warszawa, który grał w 2. lidze.
AZ: Jak wyglądał sam nabór dziewczyn do zespołu?
Odbywał się generalnie przez MZPN. Ja jeździłem po klubach, które się porozwiązywały. Szukaliśmy przez internet, koleżanka przez koleżankę i tak zebrała się w końcu ekipa 25 dziewczyn. Z samego Piastowa były trzy dziewczyny m.in. bramkarka Anna Czerwińska. Reszta pochodziła z okolic – Jaktorowa, Warszawy… W Piastowie trudno byłoby zebrać cały zespół. Nie było zaplecza, szkolenia, nie było nic. Musiałem mocno naciskać zarząd MKS Piast, żeby zaakceptował tę drużynę. Przyszliśmy do nich już z pieniędzmi. Zorganizowaliśmy je własnym sumptem. Każdy dołożył, co mógł. Ja dałem 1 tys. złotych, ktoś dał 2 tys. Razem uzbieraliśmy 6 tys. Zadeklarowaliśmy, że my będziemy finansować wyjazdy i wszystkie wydatki. Na początek to wystarczyło. Poza strojami – wystąpiliśmy do Piasta o ich sfinansowanie, bo na nie już nas nie było stać. Szczęśliwie udało nam się przystąpić do rozgrywek.
fot. PKS Piastovia – ZAP Piastów
ZS: Na jakim szczeblu?
W rozgrywkach przystąpiliśmy do 3. ligi. Po sezonie w tej lidze od razu z marszu wylądowaliśmy na drugiej lokacie z awansem na kolejny sezon do 2. ligi. Ulegliśmy tylko drużynie z Ciechanowa.
ZS: Kobiecy MKS Piast po sezonie jednak zniknął..?
Po zamknięciu sezonu rozpoczęły się rozmowy z Piastem. Usiedliśmy do stołu i wspólnie debatowaliśmy o przyszłości klubu. Co robimy, czy przystępujemy do gry w 2. lidze. Może zabrzmi to absurdalnie ale w tym przypadku sukces oznacza też spore problemy. Wyższa liga to też dużo większe potrzeby finansowe. Droższe i dalsze wyjazdy. Najdalszy dla 2. ligi w tym czasie był do Michałowa, położonego jeszcze za Białymstokiem. Bez stałego wsparcia, sponsorów, bardzo trudno by się było więc utrzymać. Odpowiedź Piasta była niestety odmowna. Los kobiecej drużyny MKS Piast został przypieczętowany.
ZS: Ale nie poddaliście się tak łatwo.
Dziewczyny odniosły wielki sukces. To nie mogło się tak skończyć. To był początek lata 2011 roku. Tak się złożyło, że w sierpniu otrzymałem od Prezydenta Komorowskiego Brązowy Krzyż Zasługi za 25-lecie działalności w sporcie. Wręczała mi go Joanna Mucha, była Minister Sportu. Byłem u niej także na audiencji. Rozmawialiśmy. Temat zszedł na naszą rozwiązaną już kobiecą drużynę piłkarską. Minister zmobilizowała mnie do działania i powalczenia o tę drużynę. Wziąłem sobie to bardzo do serca. Zebraliśmy się więc z dziewczynami, które zostały z Piasta i stworzyliśmy nowe stowarzyszenie – Parafialny Klub Sportowy Piastovia Piastów. Zebraliśmy podpisy. Powołany zarząd klubu był 3-osobowy. Ja byłem prezesem, wiceprezesem Marcin Bladowski, a dyrektorem sportowym Paweł Jarosz. To byli główni założyciele. Złożyliśmy dokumenty w starostwie. Oficjalna data powstania klubu to 16 sierpień 2011 roku. Muszę tu zaznaczyć, że krok ten nie spodobał się zarządowi Piasta w wyniku czego klub ten zrezygnował z moich usług. Nie było mowy o założeniu siedziby Piastovii na terenie piastowskiego ośrodka sportowego. Nie mieliśmy więc własnej siedziby. Dla potrzeb formalnych stało się nią prywatne mieszkanie jednej z osób związanych z klubem.
fot. Anna Bartnicka (Grupa Creative)
AZ: A jak uporaliście się z problemami finansowymi?
Pieniędzy w dalszym ciągu nie posiadaliśmy. Dotacje miejskie na kolejny rok były już dawno rozdzielone. Znów zbieraliśmy więc pieniądze własnymi siłami, szukaliśmy gdzie tylko się dało. Pomogła nam bardzo firma Helikon z Warszawy, producent mebli biurowych, w której pracuje Aneta Dąbrowska, nasza kapitan. Helikon zakupił dla nas komplet strojów, drugi komplet nabyliśmy dzięki funduszom przekazanym przez Piastowskie Towarzystwo Tenisowe. Pieniądze te zebrano podczas turnieju pokazowego do przysłowiowego kapelusza. Towarzystwo zebrało dla nas kilkaset złotych i jeszcze trochę euro. Wróciliśmy do gry. Z powodu rozwiązania kobiecego MKS Piast i braku ciągłości, musieliśmy jednak znów przystąpić do rozgrywek w 3. lidze. Trenerem Piastovii został Mariusz Kozyra, były piłkarz Unii Hrubieszów. Zajęcie to wykonywał za symboliczne wynagrodzenie.
ZS: Dlaczego pierwsze mecze Piastovii rozgrywane były w Pruszkowie?
Na stadion Piasta nie mieliśmy na początku wstępu – nie mogliśmy na nim ani trenować ani rozgrywać meczów. Z pomocą przyszedł nam Sylwek Mucha-Orliński ze Znicza. Dzięki uprzejmości władz pruszkowskiego klubu, mecze 3. ligi mogliśmy rozgrywać na ich bocznym boisku. Kolejnym naszym problemem był kompletny brak zaplecza, bazy. Sprzęt sportowy i worki z piłkami trzymałem we własnym mieszkaniu. Autobusem woziło się je na treningi. Trenowaliśmy zaś głównie na trzech boiskach: piastowskiej Szkoły Podstawowej nr 3, dzięki pomocy dyrektora Tomasza Osińskiego, na obiekcie Przyszłości Włochy i na Świcie Jelonki – tu przydało się 25 lat mojego członkostwa w Mazowieckim Związku Piłki Nożnej. Mogliśmy liczyć na życzliwość lokalnych klubów. Na nasz rodzimy – niestety nie.
fot. Anna Bartnicka (Grupa Creative)
ZS: Na awans do 2. ligi Piastovia nie musiała długo czekać .
Tak się złożyło że w sezonie 2011/2012 w 3. lidze grały tylko cztery zespoły. Graliśmy po szkocku – mecz i rewanż w jednej rundzie. Ligę tę wygraliśmy w cuglach, tylko raz remisując – z Teresinem, najmocniejszym naszym przeciwnikiem w tamtym sezonie. A i tu mało brakowało do pełni szczęścia. Mecz ten skończył się wynikiem 2:2 i niewykorzystanym karnym Cabajowej. Z pierwszej lokaty awansowaliśmy więc do 2. ligi. Na wiosnę udało nam się na szczęśliwie wywalczyć pierwszą dotację – dostaliśmy od miasta 25 tys. złotych na 2. ligę. Pierwszy sezon okazał się dla nas dość trudny, skończyliśmy go na 9. lokacie. W efekcie postanowiono obciąć nam kolejne dotacje. Następna z nich opiewała już na 11 tys. złotych… na cały rok. Nie było szans utrzymać z tego drużyny, opłacać kosztów meczów wyjazdowych. Byliśmy pod ścianą, ale nie poddawaliśmy się. W tym czasie, żeby zdobyć fundusze, sprzedałem m.in. cenną kolekcję monet po swoim ojcu i kolekcję znaczków pocztowych. Bardzo pomogła nam też moja córka, Ania. Szukaliśmy pieniędzy gdzie mogliśmy. Od meczu do meczu, jakoś się udawało. Graliśmy cały czas. W międzyczasie wróciliśmy na piastowskie boisko. Piast zgodził się na rozgrywanie na jego boisku meczów ligowych. Każde spotkanie „u siebie” kosztowało nas jednak 450 zł. Na treningi niestety w ogóle nas nie wpuszczali. Trenowaliśmy nadal na „trójce”, na Włochach i Jelonkach – tam nieodpłatnie. W ramach wdzięczności okazyjnie odwdzięczaliśmy się drobnymi zakupami na miarę naszych możliwości, np. piłek. Nasza sytuacja poprawiła się dopiero po uruchomieniu piastowskiego MOSiRu.
fot. Anna Bartnicka (Grupa Creative)
ZS: Wyniki kolejnych sezonów Piastovii w 2. lidze były już znacznie lepsze. Drużyna otrzymała w końcu potrzebne finansowanie?
Niestety nie. Powiem szczerze, że było coraz gorzej. W pewnym momencie doszliśmy już do krytycznego poziomu 9 tys. na rok. Co mecz zastanawialiśmy się czy damy radę uczestniczyć w kolejnym. Był rok 2015. Szukając pomocy dzwoniłem już do wszystkich swoich znajomych. Przełomowym okazał się moment, w którym dołączyli do nas Rafał Maletka i Leopold Niemirski. Żeby ratować klub wyłożyli oni prywatne oszczędności – żeby dograć sezon do końca i mieć chwilę czasu na zaplanowanie kolejnego. Zastanowienie się co robić dalej, jak się rozwijać a nie tylko walczyć wiecznie o przetrwanie. W połowie 2015 roku padł pomysł, żeby powołać dziecięcą akademię piłkarską. Chodziliśmy po szkołach, spotykaliśmy się z dziećmi, wieszaliśmy plakaty. W końcu zebrała się grupa dziewczynek chętnych do treningów piłkarskich. Miały po 12 lat. Treningi prowadzone były w piastowskiej „trójce”. Niektóre z nich są z nami zresztą do dziś. Nasza sytuacja poprawiła się znacznie już za rządów burmistrza Szuplewskiego. W końcu udało nam się zdobyć większy zastrzyk finansowy – wywalczyliśmy dla Piastovii od miasta 35 tys. dotacji. Spłaciliśmy długi, była chwila oddechu, ale wiedzieliśmy doskonale, że musimy znaleźć stałego sponsora, żeby uzyskać stabilność. Udaliśmy się więc do najbardziej znanej piastowskiej firmy – akumulatorów ZAP. Zawsze miałem do niej sentyment. Z firmą tą związany był mój ojciec. Pracował w niej od 1932 roku, aż do swojej śmierci w roku 1968. Był tam kierownikiem działu zbytu i eksportu. W grudniu 2015 roku udałem się więc z Rafałem Maletką na rozmowy do prezesa firmy, pana Lecha Sznajdera. Ku naszej wielkiej radości, pomysł ten bardzo mu się spodobał. Obiecał nas wspierać i słowa dotrzymał. W kolejnych sezonach pan Sznajder wielokrotnie ratował nas z opałów. Nie była to oficjalna umowa sponsoringu ale poważna deklaracja. Od dwóch lat układ ten jest już bardziej sformalizowany a sama nazwa firmy sponsora stała się częścią nazwy naszego klubu. Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie pan Lech Sznajder, nasz zespół mógłby dawno zostać rozwiązany.
fot. Anna Bartnicka (Grupa Creative)
ZS: Rok 2015 był dla piastowskiego klubu więc dość przełomowy.
Przyniósł na pewno dużo zmian. Także na pozycji trenera. Mariusz Kozyra wrócił do siebie do Hrubieszowa i musieliśmy znaleźć kogoś nowego. Chwilowo funkcję szkoleniowca objął po nim Jurek Zygarek grający kiedyś w Piaście. Potem, również na krótko, Mateusz Parchem. Ciężko było starać się o jakieś duże nazwiska, gdyż nie mieliśmy do zaoferowania zbyt dobrych stawek wynagrodzenia. Trenerzy Piastovii pracowali za minimalne stawki w czasie gdy inne kluby z naszej ligi płaciły nawet po kilka razy więcej, niż my byliśmy w stanie. Udało mi się jednak namówić Jacka Sękowskiego – byłego młodzieżowego reprezentanta Polski, zawodnika, który grał wiele lat w drugoligowej Polonii Warszawa, w Gwardii Warszawa, z Koseckim, ze Szczęsnym, a karierę kończył w Piaście i Naprzodzie Zielonki. Po koleżeńsku zgodził się trenować naszą drużynę. Funkcję objął ostatecznie jesienią 2016 roku i pozostaje na niej do dziś. Złapaliśmy chwilę oddechu i zaczęliśmy szukać nowych, utalentowanych dziewczyn do zespołu, żeby umocnić naszą pozycję w lidze i powalczyć o więcej. Od początku grała u nas Beata Cabaj. Wybitna zawodniczka, którą wielokrotnie próbowano nam podebrać. Na szczęście bezskutecznie. Z czasem dołączyła Monika Wasil, która, z małą przerwą, gra z nami do dzisiaj. Monika ma na swoim koncie wiele rozegranych meczów w reprezentacji Polski w futsalu. Potem jeszcze Ula Wasil, młodzieżowa mistrzyni Europy, prywatnie siostra Moniki. Mimo najmniejszego budżetu w 2. lidze, udało nam się stworzyć naprawdę fajny zespół. W sezonie 2017/2018 graliśmy już jak z nut. Po sześciu sezonach w 2. lidze kobiet przyszedł w końcu tak upragniony awans do 1. ligi. Weszliśmy z pierwszej lokaty w tabeli. Rok 2018 był więc również przełomowy. Choć znów wielką radość przyćmił strach.
AZ: …o finansowanie klubu?
Jak łatwo się domyślić, 1. liga wiąże się z jeszcze większymi kosztami. W lidze tej grały zespoły z Poznania, Gdańska, Olsztyna, czy Kołobrzegu. Żeby to lepiej uzmysłowić powiem, że sam wyjazd na mecz do Kołobrzegu kosztował nas w zeszłym roku 7,8 tys. zł, mimo zatrzymania się w naprawdę podrzędnym hoteliku. Jeden mecz, a finanse trzeba rozplanować na cały sezon. Jeszcze przed awansem spotkaliśmy się z przedstawicielami miasta. Pytaliśmy, czy jest w ogóle sens walczyć o ten awans. Wiedzieliśmy, że własnymi siłami nie udźwignęlibyśmy takich wydatków. Obiecywano nam szerokie wsparcie, niestety wiele z tych obietnic nie zostało nigdy spełnionych. Dziewczyny spoza miasta miały mieć zapewnione mieszkania. Nic z tego nie wyszło. Wynajmujemy im pokoje z własnych środków. Za rachunki płacimy często prywatnymi pieniędzmi. Dostajemy dofinansowanie z miasta ale niestety nasz budżet jest o wiele wiele niższy, niż pozostałych ligowych klubów, jak i męskiej drużyny Piasta. Nie jesteśmy w stanie pokrywać z niego nawet podstawowych wydatków. Znów zaczęła się walka o przetrwanie. Od meczu do meczu. W obecnym sezonie 2019/2020 stanęliśmy już pod ścianą, poważnie rozważany jest scenariusz wycofania się z pierwszoligowych rozgrywek. Zwłaszcza wobec planowanych od nowego sezonu zmian organizacyjnych w rozgrywkach 1. ligi.
fot. Anna Bartnicka (Grupa Creative)
ZS: Grupy północ i południe zostaną połączone?
W zeszłym roku podczas mistrzostw świata kobiet we Francji Zbigniew Boniek, prezes PZPN podjął ad hoc decyzję, że z dwóch grup naszej 1. ligi powstanie jedna. Tłumaczył to chęcią podniesienia poziomu. Proszę spojrzeć na listę zespołów obu grup – jaki jest rozstrzał lokalizacji. Rzeszów, Kolbuszowa, Bielsko Biała, Wodzisław Śląski, Biedrzychowice – miejscowość pod Turoszowem, 512 km od Piastowa. Wszystkie te wyjazdy wymagają noclegów dla całego zespołu. Decyzja ta została już niestety zatwierdzona uchwałą PZPN i będzie obowiązywać od sezonu 2020/2021. Przy obecnym finansowaniu szansa na utrzymanie się kobiecego klubu Piastovii w kolejnym sezonie jest niestety – żadna. Na pierwszy zespół dostajemy teraz od miasta 45 tys. zł. To jest kropla w morzu potrzeb. Realnie kalkulując, na rok będzie potrzebne z 200-250 tys. zł.
AZ: Jaki jest pomysł na ratowanie drużyny Piastovii?
Po wielokrotnych rozmowach podejmowanych z urzędem miasta, prezes Piastovii, Jacek Górski, wobec bezsilności, zrezygnował honorowo ze swojej funkcji. Formalnie mamy na tym stanowisku wakat. O sytuacji decyduje solidarnie zarząd klubu. Do nowych rozgrywek ligowych trzeba zgłosić drużynę do końca czerwca. Jeśli nie uda nam się zdobyć jeszcze minimum 80 tys. na drugie półrocze, będziemy musieli zrezygnować. To strasznie przykre, zwłaszcza wobec dziewczyn. Posiadamy świetny zespół, wiernych kibiców, odnosimy sukcesy sportowe na szczeblu krajowym i będąc na tak wysokim poziomie, prawdopodobnie będziemy musieli się wycofać – z powodu pieniędzy. Co więcej, rezygnacja z rozgrywek ligowych może pociągnąć za sobą zamknięcie dziecięcej akademii piłkarskiej. Choć to formalnie inny, niezależny budżet, kto będzie chciał trenować, zapisywać swoje dzieci do zespołu bez przyszłości? Wciąż mamy jeszcze nadzieję, że pozyskamy dodatkowe, zewnętrzne fundusze, prowadzimy rozmowy, ale na dzień dzisiejszy nikogo jeszcze nie mamy. Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje, pomysły. Czas nieubłaganie ucieka.
Z Włodzimierzem Golfertem rozmawiali:
Agata Ziąbska
Zbigniew Stanecki
Udostępnij






