Czas Piastowa
  • Kultura
  • Lokalne
  • Prawo
  • Zdrowie
  • Sport
  • Historia
  • Wywiad
  • Pobierz
    • Archiwum 2017
      • Luty
      • Marzec
      • Kwiecień
      • Maj
      • Czerwiec
      • Lipiec
      • Sierpień
      • Wrzesień – Październik
      • Listopad
      • Grudzień
    • Archiwum 2018
      • Styczeń 2018
      • Luty 2018
      • Marzec 2018
      • Kwiecień 2018
      • Maj 2018
      • Czerwiec 2018
      • Lipiec 2018
      • Sierpień 2018
      • Wrzesień 2018
      • Październik 2018
      • Listopad 2018
      • Grudzień 2018
    • Archiwum 2019
      • Styczeń 2019
      • Luty 2019
      • Marzec 2019
      • Kwiecień 2019
      • Maj 2019
      • Czerwiec 2019
      • Lipiec 2019
      • Sierpień 2019
      • Wrzesień 2019
      • Październik 2019
      • Listopad 2019
      • Grudzień 2019
    • Archiwum 2020
      • Styczeń 2020
      • Luty 2020
      • Marzec 2020
      • Kwiecień 2020
      • Maj 2020
      • Czerwiec 2020
      • Lipiec 2020
      • Sierpień 2020
      • Wrzesień 2020
      • Październik 2020
      • Listopad 2020
      • Grudzień 2020
    • Archiwum 2021
      • Styczeń 2021
      • Luty 2021
      • Marzec 2021
      • Kwiecień 2021
      • Maj 2021
      • Czerwiec 2021
      • Lipiec 2021
      • Sierpień 2021
      • Wrzesień 2021
      • Październik 2021
      • Listopad 2021
      • Grudzień 2021
    • Archiwum 2022
      • Styczeń 2022
      • Luty 2022
      • Marzec 2022
      • Kwiecień 2022
      • Maj 2022
      • Czerwiec 2022
      • Lipiec 2022
      • Sierpień 2022
      • wrzesień 2022
      • październik 2022
      • listopad 2022
      • Grudzień 2022
    • Archiwum 2023
      • styczeń 2023
      • Luty 2023
      • Marzec 2023
      • Kwiecień 2023
      • Maj 2023
      • Czerwiec 2023
      • Lipiec 2023
      • Sierpień 2023
      • Wrzesień 2023
      • Październik – grudzień 2023
    • Styczeń 2024
    • Luty 2024
    • Marzec 2024
    • Kwiecień 2024
    • Maj 2024
  • Reklama
  • Kontakt
środa, 30 września
Facebook
Facebook
fb-share-icon

Koń Trojański czy nieszczęśliwy zbieg okoliczności

2 października 2020
861 views

Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń Powstania Warszawskiego bez wątpienia była masakra na Kilińskiego, zwana „czarną niedzielą”. W naszej historii zapisała się ona jako wybuch czołgu pułapki. Nigdy nie dowiemy się czy to, co się wtedy naprawdę wydarzyło, było podstawieniem przez Niemców Powstańcom tzw. „Konia Trojańskiego”, czy też nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, połączonym z nieprzemyślaną decyzją naszych żołnierzy, którzy nie podporządkowali się do pierwszego rozkazu dowódcy.

Według niektórych historyków wóz ten nigdy nie był czołgiem, ani pułapką. Był to po prostu transporter do przewozu ładunków wybuchowych. Podczas jego eksplozji życie straciło ponad 300 osób, a kolejnych 100 było ciężko rannych. W większości byli to cywile – kobiety i dzieci. Świadkowie tych tragicznych wydarzeń do końca życia będą mieć przed oczami ten makabryczny i koszmarny obraz, jaki ukazał się im po wybuchu, kiedy opadły popioły.

W niedzielę, 13 sierpnia 1944 roku, rankiem wjechały na Plac Zamkowy dwa działa szturmowe, Sturmgeschütz 40 Ausf. G, które ostrzeliwały barykady na ul. Świętojańskiej oraz Piwnej. Od strony Podwala ruszył niewielki opancerzony pojazd. Dojechawszy do reduty bronionej przez Batalion „Gustaw”, utkwił w niej i nie mógł się wycofać. Gdy pojazd został obrzucony butelkami z benzyną, uciekł z niego kierowca, pozostawiając ten dziwaczny, nie widziany wcześniej przez Powstańców pojazd. Po ugaszeniu ognia, pod ostrzałem z broni maszynowej umieszczonej na wieży Zamku Królewskiego i Kościoła św. Anny, udało się przedostać do środka niezidentyfikowanego pojazdu podchorążemu Ludwikowi Wyporek, ps. „Miętus”. W środku były tylko dwa trzonkowe granaty, więc zameldował, iż wehikuł nie jest uzbrojony. Zwrócił jednak uwagę na zamontowaną w nim dużą radiostację. Kapitan Ludwik Gawrych, dowódca Batalionu „Gustaw”, wydał rozkaz o pozostawieniu pojazdu przed barykadą. Następnie złożył meldunek majorowi Stanisławowi Błaszczakowi, dowódcy Zgrupowania „Róg”. Ten z kolei o godzinie 15:30 przekazał raport informujący o porzuconym małym czołgu przez kierowcę niemieckiego i o zamiarze rozebrania częściowo barykady i wprowadzenia pojazdu wieczorem na tereny zajęte przez Powstańców. Postanowiono jeszcze, iż oględzin dokona pirotechnik batalionu, Witold Piasecki „Wiktor”, który nie zdążył jednak sprawdzić pojazdu. Niestety około godziny 16:00 na Podwale przybyli młodzi strzelcy z Kompanii Motorowej „Orlęta” batalionu „Gustawa”. Przekazali informację, że mają rozkaz wprowadzić czołg na tereny powstańcze. Nie udało się ustalić, który z trzech dowódców wydał taki rozkaz. Rozebrano więc część barykady, a wprowadzony pojazd zaczął przejażdżkę triumfalną. Tankietka poruszała się po ulicach Starówki, a wokół niej było coraz więcej rozradowanych i optymistycznie nastawionych cywilów. Pogoda również dopisywała. Było upalne, niedzielne popołudnie, wszyscy chcieli zobaczyć nową zdobycz. Przy ul. Kilińskiego coraz większy tłum napierał na czołg, by go chociaż dotknąć, tam też napotkał niewielką zaporę. Pospiesznie rozebrano kilka płyt, aby ułatwić kierowcy wjazd. Kiedy kierowca zaczął manipulować dźwigami w celu zmiany biegu na mniejszy, zsunęła się z pojazdu stalowa skrzynia. Rozradowani ludzie zaczęli ponownie umieszczać ją na pojeździe. Euforia była tak ogromna, że nie zwracali na nic uwagi. Wtedy nastąpił ogromny wybuch. Głucha detonacja, oślepiający błysk i fala uderzeniowa, która zatrzęsła ziemią. Dopiero potem potężny, ogłuszający huk. Osoby stojące najbliżej pojazdu w jednej sekundzie przestały istnieć, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Ludzie z dalszej odległości od pojazdu, zostali rozerwani na strzępy. Ich głowy, kości, ręce, kawałki ubrania wymieszane z kawałkami szkła z okien oraz gruzem wbijały się w stojących dalej, powodując straszne obrażenia. Przy tym należy zaznaczyć, że mury domów zatrzęsły się, a kamienica w której znajdował się skład z butelkami z benzyną, spłonęła. To była nieruchomość przy ul. Kilińskiego 3. Osoby stojące przy oknach, czy w dalszych odległościach, siła podmuchu wtłoczyła w ściany w głębi mieszkań, czy też wbiła w elewacje budynków. Runęły balkony. Osoby stojące kilkanaście metrów od eksplozji były bardzo ciężko poparzone, a wybuch wyrywał im ręce i nogi. Co gorsza, żołnierze, którzy tam stali, mieli przy sobie granaty oraz amunicję, która podczas tego ogromnego wybuchu, eksploatowała, zabijając w ten sposób kolejne osoby. Po opadnięciu pyłu, oczom ocalałych ukazał się przerażający widok. Wśród szczątków ludzkich leżących na ulicach wiły się ciała rannych osób. Ulice były pokryte lepką mazią – mieszaniną krwi ludzkiej z kurzem i pyłem. Na rynnach, balkonach, oknach czy latarniach wisiały ludzkie części ciała, włącznie z wnętrznościami. I to nie był koniec tego dramatu. Część ofiar pochłonęła próżnia, wytworzona ognistym podmuchem, rozrywała im płuca. Głębokie podciśnienie w epicentrum sprawiło, że huraganowy wiatr zmienił kierunek, teraz zasysając i rzucając w sam środek piekła ludzi z bram i mieszkań. Ciskał nimi o bruk wraz z deszczem szkła z rozbitych szyb. Trwało to wszystko zaledwie sekundę. Osoby, które ocalały, do końca życia będą pamiętać ten straszny widok, jaki ukazał się im po opadnięciu kurzu i pyłu i przerażający zapach spalonych ciał.

Ta masakra na Starym Mieście, spowodowana eksplozją niemieckiego pojazdu, bez wątpienia należy do najbardziej dramatycznych chwil z Powstania Warszawskiego. Na drugi dzień po wybuchu, powstańcze gazety pisały o ohydnym podstępie Niemców. Te spekulacje utrwalali jeszcze „wybitni” historycy oraz pamiętnikarze. Niestety, nikt z nich nie pomyślał, że pojazd najpierw powinien być dokładnie sprawdzony przez pirotechników. Absolutnie, nie staję tu w obronie wroga. Staram się jednak ocenić tę tragedię w sposób rzetelny. Interesując się tematyką Powstania Warszawskiego oraz czytając duże ilości książek o tej tematyce, pozwolę sobie wysunąć przypuszczenie, że dużą winę w tej tragedii ponosi jeden z dowódców wydających rozkaz wprowadzenia maszyny na powstańcze tereny. Prawda jest taka, że pojazd dotarł na ulicę Kilińskiego kierowany przez Powstańców, nie Niemców.

Niestety, z tego tragicznego epizodu, nie wyciągnięto konsekwencji. Tylko kapitan Ludwik Gawrych żądał śledztwa oraz ukarania winnych za zlekceważenie niebezpieczeństwa. W powstańczej zawierusze, przeszło to jednak na boczny tor. Wszystkim pasowała wersja ogólnie przyjęta – o niemieckiej pułapce. Tylko jaki cel mieli by w tym Niemcy? Przecież bombardowali Warszawę dwutonowymi pociski. Prócz nich mieli moździerze, armaty czy działa, również regularnie używane. Raczej mało prawdopodobne, aby zajmowali sobie głowę wymyślaniem pułapek. Faktem jest również to, że my, jako naród często jesteśmy porywczy oraz bezkrytyczni i nie umiemy utrzymać dyscypliny.

Dziś łatwo jest nam oceniać czy wytykać błędy, siedząc w ciepłym domu i popijając herbatkę. Musimy jednak pamiętać, iż czasy 1944 roku były zupełnie inne niż obecne. Po jednej stronie barykady stali Powstańcy, bez wątpienia wielcy bohaterowie oraz ofiary tamtego dramatu. Po drugiej stronie, hitlerowcy zabijający bezbronnych ludzi, znienawidzony okupant, posuwający się do mordów, o jakich normalny śmiertelnik nie ma dziś pojęcie.

Katarzyna Michalak

Muzeum Miasta Piastowa

fot. MPW

Udostępnij
Categories: Historia
Copyright 2017 © Czaspiastowa   realizacja: Grupa Creative
  • Home
  • Archive
  • Search