
Pomaganie ma moc
Piastów ma to do siebie, że choć wciąż ma dziury w drogach, to serca są tu pełne. Ludzie pomagają sobie nawzajem. Znamy swoich sąsiadów i mówimy im dzień dobry, pilnujemy, żeby psy i koty miały dach nad głową, a jeśli ktoś znajdzie się w poważniejszych opałach – zaraz rusza akcja pomocowa.
Grudzień miesiącem pomagania. Choć cały rok warto pamiętać o pracy na rzecz swoich bliskich, to właśnie grudzień jest tym miesiącem, w którym najmocniej pomagamy. Tym, kiedy chcemy podzielić się tym co mamy. Choćby to nie było wiele.
I ty Możesz
Chyba najbardziej znaną piastowską organizacją jest stowarzyszenie Możesz, które – jak samo się określa – działa na rzecz psychoprofilaktyki i rozwoju dzieci i młodzieży. Funkcjonuje już od 2002 r., ale najbardziej dynamiczny rozwój przeżywa od około 12 lat. Do dziś działa jako organizacja pożytku publicznego. Przez te wszystkie lata Możesz potrafiło nie tylko znaleźć sponsorów na pomoc dla swoich podopiecznych, ale także zorganizować sprawny system wsparcia dla piastowskich potrzebujących. Od początku funkcjonowania do chwili obecnej wspieramy dzieci przewlekle chore poprzez zakup leków i rehabilitację, kupujemy sprzęt dla osób niepełnosprawnych i fundujemy wyjazdy sanatoryjne – czytamy na stronie „Możesza”. Stowarzyszenie jest obecne w szkołach i przedszkolach, organizuje słynne już „Ciastko z bajką”, ale także „Dzień Dziecka Bożego”, „Ligę mieszkańców” czy „Świetliki”. Każdego roku jest coraz więcej darczyńców.
O sens pomagania zapytałem Mariusza Walczaka, wiceprezesa stowarzyszenia Możesz.
Mariusz Walczak (fot. Ewa Milun-Walczak, www.miluna.pl)
Maciej Chudkiewicz: Dlaczego zaangażowałeś się w działanie na rzecz potrzebujących?
Mariusz Walczak: W Stowarzyszeniu działam od początku jego aktywności. Byłem jednym ze szczęśliwców, którzy znaleźli się w grupie założycielskiej. Zaangażowałem się z prostej przyczyny – cała grupa, która zebrała się przy tej organizacji miała i ma podobne wartości, cele, wrażliwość i spójną wizję działania dla społeczności lokalnej, mieszkańców. Stowarzyszenie stało się zgodnie z założeniami skutecznym narzędziem do udzielania pomocy osobom będącym w szczególnej potrzebie, poszukującym wsparcia w leczeniu, rehabilitacji ale także integrującym społeczność, zachęcającym do działania, odpowiadającym na nasze małomiasteczkowe potrzeby. Możesz pokazuje, że „można”, że mamy powody do satysfakcji z życia w tym mieście do którego przypięto łatkę sypialni Warszawy.
M.C.: W samym stowarzyszeniu są chyba jedni z najbardziej aktywnych mieszkańców Piastowa?
M.W.: Stowarzyszenie skupia niesamowite indywidualności, które wzajemnie nakręcają się do działania, chociaż często realizujemy bardzo różne programy. Po 12 latach trochę dojrzeliśmy, nabraliśmy doświadczenia, ale wciąż mamy nowe motywacje do dalszej aktywności. Cele i założenia nadal są aktualne, lista potrzeb także wcale nie maleje. W akcje pomocowe angażuję się nie tylko z uwagi na górnolotne dewizy: chęć udzielania pomocy, wrażliwość na cudzą krzywdę. Zwyczajnie lubię działać, wspierać projekty do których mam przekonanie. Ta aktywność mi pomaga, przynosi satysfakcję i buduje bardzo wartościowe, społeczne relacje. Wreszcie sądzę, że potrafię to robić, wiem jak bo po drodze trafiłem na dobrych nauczycieli – w domu, w piastowskich szkołach oraz w samym Stowarzyszeniu i wspierających je instytucjach.
M.C.: Dlaczego działasz akurat w Piastowie?
M.W.: W Piastowie żyję od dziecka, to miejsce, w którym się wychowałem i od początku ciągnęło mnie do aktywności społecznej. Na „własnym podwórku” najszybciej można się przekonać, że swoim działaniem masz wpływ na otoczenie, na jego zmiany, poprawę. Drażni cię to, co widzisz w telewizji, w krajowych mediach? Spróbuj tutaj trochę inaczej, zobacz, że można, szukaj pozytywnych rozwiązań, podobnie myślących ludzi. To miasto ma sens i widzę, że wierzy w to bardzo duża grupa osób działających w różnych organizacjach. Lokalnie nie działa przecież tylko „Możesz”, ale kilka innych stowarzyszeń, grup, które z roku na rok rosną w siłę.
M.C.: W jaki sposób każdy z nas może pomóc, poza oczywistym wsparciem finansowym?
M.W.: Tych sposobów i form pomocy może być bardzo wiele. Sądzę, że warto zacząć rozmawiać o lokalnych potrzebach w naszych domach, przy rodzinnym stole. Zacząć pokazywać lokalnym malkontentom, których także nie brakuje, że w naszym mieście działa wiele organizacji, że wiele osób stara się aby było lepiej. Zacznijmy właśnie od takiej małej promocji w naszym najbliższym otoczeniu. Pomyślmy nie tylko komu przekazać raz w roku 1 procent z podatków, ale w jaką akcję prowadzoną przez szkoły czy stowarzyszenia warto się zaangażować. A może lokalna świetlica potrzebuję kogoś, kto raz na tydzień zajrzy pomóc dzieciom odrobić lekcje? A może jeśli tak nie mogę pomóc, to spróbuję raz na jakiś czas ufundować smaczny obiad dla tej grupy maluchów? W wielu miejscach przestańmy narzekać. Wielu rzeczy nikt za nas nie zrobi, musimy zrobić to sami. Będzie świetnie jak z czasem słowo „musimy” zmieni się w „chcemy”, „możemy”. Możesz.
Będziemy wracać do piastowskich organizacji i rozmawiać z ludźmi, którzy je tworzą. Kolejne pokażemy już w następnym numerze.
Maciej Chudkiewicz
Udostępnij
