
Powyborcze refleksje
Państwowa Komisja Wyborcza podała, że Andrzej Duda zwyciężył w drugiej turze wyborów prezydenckich. Wynik: PAD 51,03% RT 48,97% przy frekwencji 68,18%. W Piastowie sytuacja wygląda inaczej, tj. PAD 45,23%, RT 54,77% przy frekwencji 79,96%. Świetna frekwencja, niewiele zabrakło i byłby wóz strażacki (sic).
Gratulacje dla Prezydenta Polski Andrzeja Dudy, ogromny szacunek dla Pana Rafała Trzaskowskiego za siłę i determinację.
Wielkie emocje i dosyć ostra kampania, choć spodziewałem się, że, jak to mówią w Warszawce, będzie „grubo”. Na pewno grubo było w mediach społecznościowych gdzie wszyscy chwycili się za gardła, i tu wtrącę cytat: „Gdyby myśli mogły zabijać, nikt nie powstrzymałby rzezi”.
Sama kampania to na pewno mocne skupienie z jednej strony na treściach światopoglądowych, z drugiej narracja poszerzona o treści narodowe, i w moim przekonaniu bardzo dobrze. Mam jednak nieodparte wrażenie, że w Polsce pojęcie „narodowe” jest mocno zdeprecjonowane i błędnie odczytywane przez jedną ze stron sporu. Szkoda, bo państwa europejskie od zawsze i wciąż budują swoją narrację na tym fundamencie.
Warto zauważyć, że ta zachodnia narodowa narracja to taki softton. Czyli jesteśmy fajni, a na naszych koszulkach flaga narodowa to w zasadzie symbol rozpoznawczy. W Polsce, według niektórych barwy narodowe to wyraz nacjonalizmu, czegoś nie na miejscu, czegoś odrażającego, a szkoda.
Fajni i dumni są Niemcy ze swoją kulturą i pragmatyzmem, fajni są Francuzi ze swoim laickim podejściem, fajni są Anglicy ze swoją „demokracją monarchistyczną”, fajni są romantyczni Włosi, czy szalenie patriotyczni Szwedzi. Nam jednak fajnymi Polakami, nie wiedzieć czemu, być nie wypada. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi, wiadomo o co. Flaga narodowa to znak firmowy na cały świat. Wszystko w temacie. Ekonomia to konkurencja.
Dlatego też skarpeta i sandał jest „passe”, a nadzy zachodni emeryci na plaży to szczyt wyrafinowanego smaku i estetyki. Z pokorą przyznaję, że ani jedno ani drugie nie wzbudza we mnie skrajnych emocji.
Warto wspomnieć o świadczeniach socjalnych, które dla rodaków mieszkających za granicą to „postępowy wynalazek”, w Polsce zaś to patologia. Logiki brak, ale jak mawiała klasyczka „Sorry taki mamy klimat”.
Przejdźmy dalej. Odkąd pamiętam mówienie głośno po polsku, zaraz po przekroczeniu granicy po prostu nie przystoi. Zachłyśnięci zachodem wmawiamy sobie, że to co polskie jest synonimem zacofania i obciachu. Przekraczając granicę z automatu zaczynamy myśleć i działać, w myśl zasady „Jeśli wejdziesz między wrony – musisz krakać tak jak one”. Historycznie patrząc, gdyby myśleli tak nasi przodkowie pewnie nie pisałbym tego w ojczystym języku.
Na co dzień obserwuję mniejszości narodowe mieszkające w Polsce i nie widzę żeby kryli się ze swoją kulturą, obyczajami i próbowali być na siłę Polakami. Pewnie dlatego mam tak duży szacunek do Hindusów, Ukraińców, Białorusinów, Wietnamczyków, Chińczyków czy obywateli innych, często bardzo odrębnych kulturowo krajów, którzy mieszkają w naszej ojczyźnie. Nie robią oni z siebie „na siłę” Polaków, pozostają sobą. Gorliwie pielęgnują swoje tradycje i obyczaje. Jest im w Polsce dobrze i nie mają problemów z własną tożsamością.
Miało być o wyborach i ten tekst jest o świadomym wyborze z naciskiem na tożsamość narodową w pojęciu pozytywnym – w takim, w jakim funkcjonuje w normalnym i świadomym europejskim społeczeństwie. Brytyjczycy czy Szwedzi są dumni ze swojej flagi narodowej i często wywieszają ją przed domem, co zawsze mi imponowało.
U mnie na balkonie również cały rok wisi i powiewa Polska flaga bo jestem, i fajnie jest być, Polakiem i wszystkich Państwa do tego zachęcam.
Przemysław Worek
Zastępca Burmistrza Piastowa
Udostępnij