
Piastów okiem zielarki
Wystarczy kilka ciepłych dni z temperaturą 10 – 15 stopni, aby „ruszyły” soki w brzozie. W mieście pełnym szumu samochodów trudno usłyszeć szum brzozowego soku pod korą drzewa, ale jeśli wybierzecie się do najbliższego lasu nie będzie to wcale trudne.
Brzoza uchodziła za symbol władzy u starożytnych Rzymian i za drzewo święte w wierzeniach słowiańskich i nordyckich. Jeśli dziś popatrzeć na naukowe badania dotyczące brzozy, okazuje się, że jest to rzeczywiście drzewo „magiczne”.
Biały kolor brzozowej kory jest związany z betuliną, która ma udowodnione naukowo działanie przeciwalergiczne, przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, przeciwwirusowe i przeciwnowotworowe. Badania pokazały, że wywołuje „samobójczą” śmierć komórek raka skóry.
W liściach i pączkach brzozy występuje także pochodna betuliny – kwas betulinowy. On także posiada liczne właściwości lecznicze.
Samemu trudno uzyskać betulinę z kory brzozowej, ponieważ nie rozpuszcza się ona w wodzie. Ale można kupić różne preparaty, kremy i maści, które betulinę zawierają.
Kwas betulinowy oraz wiele innych substancji leczniczych zawartych w brzozie rozpuszcza się na szczęście w wodzie. Dzięki temu w łatwy sposób możemy skorzystać z ich dobroczynnych właściwości. Wystarczy zebrać młode liście brzozy, wysuszyć je i zamknąć w szklanym słoiku. Najbardziej wartościowe są młodziutkie, jeszcze lepkie liście brzozy. Trudno się je zbiera. Można ułatwić sobie pracę zbierając młode gałązki z liśćmi i susząc je w całości. Dopiero po wyschnięciu odrywamy ususzone listki i przechowujemy w szczelnie zamkniętym szklanym pojemniku. Napar z liści brzozy przyda się w stanach zapalnych dróg moczowych, obrzękach, dnie moczanowej, zaburzeniach przemiany materii, łuszczycy i reumatyzmie.
Napar z liści brzozy przygotowuje się zalewając łyżkę suszonych liści szklanką wrzątku na 30 minut. Taki napar stosujemy dwa razy dziennie przez trzy tygodnie.
Innym dobrodziejstwem, którym obdarza nas brzoza, jest sok brzozowy nazywany oskołą. W okresie jego obfitości można cieszyć się jego właściwościami wzmacniającymi i „czyszczącymi krew”, a także dobroczynnym wpływem na cerę. Sok ten zwiększa odporność. Pity po pół szklanki dwa razy dziennie doda sił i przywróci równowagę w naszym organizmie. Sok można mrozić bez utraty jego cennych właściwości. Można także przez odparowanie zrobić z niego syrop, który świetnie zastąpi cukier.
Ostatnio modny stał się ksylitol, czyli cukier brzozowy. Nie jest to jednak cukier z soku brzozowego. Ksylitol jest to organiczny związek chemiczny otrzymywany z kory brzozowej w specjalnych reaktorach z użyciem między innymi niklu i glinu. I chyba tylko Finowie robią go jeszcze z kory brzozy. Inni używają do tego celu kukurydzy. Dlatego lepiej zrobić sobie syrop z brzozowego soku. O ile ktoś ma to szczęście i może soku z brzóz utoczyć. Bo niestety nie można tego robić w lesie, a jedynie w ogrodach i lasach prywatnych za zgodą właściciela.
W Piastowie nietrudno spotkać brzozę.
Bardzo smucą mnie jednak „ogłowione” brzozy w naszym mieście. Takie drzewa pozbawione prawie całej korony mają marne szanse na długie życie. Jak się domyślam wielu właścicieli ogrodów chce pozbyć się tego drzewa ze względu na alergizujący pyłek, którym zapełnia wiosną okolicę. W czasie kwitnienia brzoza może bowiem mieć w pobliżu siebie 16 milionów ziaren pyłku w 1 m3 powietrza. Stwierdzono także, że brzozy rosnące w pobliżu ruchliwych ulic wydzielają znacznie więcej alergenów, niż drzewa rosnące z dala od ruchu. Dlatego miejskie ogródki nie są najlepszym miejscem dla nich. Ale w lesie czy na skwerku nikomu nie będą przeszkadzały.
Często na obumarłych brzozach rośnie pniarek brzozowy, zwany też białoporkiem brzozowym, hubą brzozową albo żagwią brzozową. To grzyb o ciekawych właściwościach leczniczych. Od wieków pokrojony w plasterki i wysuszony białoporek był używany do tamowania krwawień i opatrywania ran. Znaleziono go nawet przy „człowieku lodu”, który żył ponad 5000 lat temu. Współczesne badania wykazały przeciwnowotworowe właściwości tego grzyba.
Czasem na brzozie występuje też inny grzyb – błyskoporek podkorowy. Jest on nazywany także guzem brzozowym, hubą brzozową (co często powoduje mylenie go ze wspomnianym wyżej pniarkiem brzozowym), czagą, czyrem brzozowym, czarcim okiem albo czerniakiem brzozy. Ten grzyb również wykazuje właściwości przeciwnowotworowe. W dawnym ZSRR prowadzono wiele badań, które wykazały przydatność czagi w leczeniu łuszczycy, zakażeń Helicobacter Pylori, a także we wspomaganiu terapii przeciwnowotworowych. Stosując guz brzozy należy jednak pamiętać, że nie można używać go zbyt długo. Najlepiej robić to pod okiem doświadczonego fitoterapeuty.
Błyskoporek podkorowy z kolei jest mylony z czeczotą. Czeczota to obrzęk na brzozie, który zbudowany jest ze zdrowego drewna o zmienionej budowie. Często posiada spiralne desenie i plamki, co czyni czeczotę bardzo cenioną w meblarstwie.
Zwolennicy tzw. sylwoterapii (leczenia kontaktem z drzewami) bardzo lubią brzozę. Nikt naukowo nie udowodnił jeszcze, że przytulanie się do brzozy działa na człowieka leczniczo. Ale mi to nie przeszkadza. Wiem, że taki dowód to tylko kwestia czasu. W końcu co dawni Słowianie wiedzieli o betulinie czy kwasie betulinowym? A przecież wiedzieli, że brzoza może ich wyleczyć.
Uwierzmy zatem w moc brzozy i przytulmy się do niej, jeśli spotkamy ją spacerując po mieście. Jeśli ktoś popatrzy na nas dziwnie, to tylko dlatego, że jeszcze się z tym drzewem nie zaprzyjaźnił. A ci, którzy, tak jak ja, są z nim w wielkiej przyjaźni od lat, nic sobie z takich spojrzeń nie robią.
Małgorzata Adamiak-Zabłocka
blog osobisty:
www.klinikapodagryka.pl
fanpage:
www.facebook.com/klinikapodagryka
