
Solidarni w czasie próby
Luty dla triathlonistów to zazwyczaj półmetek przegotowań do sezonu. W przypadku biegaczy to ostatni krok przed pierwszym ważnym startem. Ten luty okazał się jednak całkiem inny.
Przygotowując się do napisania dla Was drodzy czytelnicy materiału, byłem przekonany, że poświęcę kilka słów na „budzący się do życia” sportowy świat, który już za chwilę przyniesie nam pełen wachlarz emocji. Pojawią się pierwsze życiówki, łzy szczęścia osób, które po raz kolejny pokonały swoje słabości. Aktywują się Ci, co po starcie czują niedosyt i z chęcią „pokażą” na co ich stać przy następnej nadarzającej się okazji.
fot. Bartosz Nowicki (archiwum prywatne)
Zazwyczaj luty dla triathlonistów to półmetek przegotowań do sezonu. W przypadku biegaczy to ostatni krok przed pierwszym dużym sprawdzianem, czyli Półmaratonem w Wiązownej. W zasadzie do czwartku wszystko tak wyglądało. Dziś już wiemy, że ten sezon dla każdego z nas może wyglądać inaczej. Po kolejnej fali pandemii z nadzieją spoglądaliśmy na coraz większą liczbę potwierdzonych imprez masowych, które po zaakceptowaniu obostrzeń w zasadzie nie odbiegały od dawnej formuły. Dziś sportowy świat, podobnie jak każdy inny, po raz kolejny wystawiony jest na próbę, na egzamin z solidarności oraz z człowieczeństwa. Niczym nieuzasadniona agresja Rosji na Ukrainę niesie za sobą konsekwencje dla nas wszystkich, zarówno w aspekcie międzynarodowym, jak i lokalnym. Na ten pierwszy w zasadzie nie mamy dużego wpływu, na drugi jak najbardziej. Możemy wyrazić swój głos, naszą solidarność lub po prostu pomóc na tyle, na ile możemy na dzień dzisiejszy. Powszechna mobilizacja, jaką w miniony weekend miałem przyjemność obserwować i w niej uczestniczyć, sprawia, że mocno wierzę zarówno w ludzi z najbliższego otoczenia, jak i zupełne obcych, z którymi stałem w kilometrowym korku, aby przekazać dary.
fot. Bartosz Nowicki (archiwum prywatne)
Na dodatek, po wcześniejszym odesłaniu z innego punktu, który jak się okazało był już całkowicie zapełniony. Dzień później, biorąc udział wraz z ponad 2000 osób w półmaratonie w Wiązownej, praktycznie na każdym kroku widziałem flagę Ukrainy oraz hasła wyrażające sprzeciw w geście solidarności. Równocześnie, te same osoby chwilę później, już po zakończeniu zawodów, odjeżdżają pospiesznie, aby zdążyć z przygotowanymi wcześniej paczkami do punktów, ponieważ ktoś inny czeka w samochodzie, aby dostarczyć je na granicę i następnie zabrać w drodze powrotnej osoby, które właśnie ją przekroczyły.
fot. Bartosz Nowicki (archiwum prywatne)
Gdzieś w tym całym chaosie, po drugiej stronie granicy są ludzie, którzy podobnie jak my, w chwili obecnej powinni się zastanawiać nad formą, nad planem startów w nadchodzącym sezonie, a nie, czy na ich dom w ciągu najbliższych godzin nie spadną bomby. Liczę, że świat sportu nie będzie obojętny. W ciągu ostatnich 24 godzin międzynarodowe organizacje sportowe lub same kluby podjęły pierwsze decyzje o zawieszeniu swojego udziału w zawodach rozgrywanych na terytorium Federacji Rosyjskiej. Lokalnie, organizatorzy imprez masowych poza gestami solidarności, rozważają możliwość udziału w zawodach osób z Ukrainy nieodpłatnie. Firmy prywatne związane ze sportem pomagają w organizacji sprzętu dla osób, które do tej pory trenowały i z dnia na dzień musiały opuścić swój rodzinny dom i uciekać przed wojną. Cieszę się, że na każdym polu widać wsparcie i mocno trzymam kciuki za nas wszystkich w tym czasie próby. Czasami takie prozaiczne działania, jak wspólny trening lub udział w zawodach sprawiają, że osoby przez nas wspierane wiedzą, że nie są same i mogą na Nas liczyć.
Bartosz Nowicki
Zapalony biegacz i triathlonista amator
#solidarnizukrainą
#thisissparta
